Boso po jałmużnę. Obowiązki mnichów buddyjskich.

Bardzo ważnym codziennym zadaniem mnichów buddyjskich jest poranne zbieranie darów. Uczestnictwo w alms-round to wyjątkowe doświadczenie. Najpierw wszyscy, wraz z naczyniami gotowymi na przyjęcie darów, jadą jedną ciężarówką. Każda grupa ma wyznaczone inne miejsce na każdy dzień tygodnia. Później mnisi, medytując w marszu, ale też obsługa, do której się zaliczaliśmy, idą boso przez wioski lub miasta. Podążają w pewnym szyku, mniej lub bardziej uporządkowanym, wszystko zależy od grupy. Z przodu idzie „nawoływacz”, od jego osobowości zależy co krzyczy i jak – czy śpiewa, czy wygłasza święte wersy, czy po prostu nieśmiało zaprasza do składania datków. Ludzie, spodziewający się przybycia mnichów, podchodzą do tego orszaku, również ściągają obuwie i wręczają dary: głównie pieniądze i jedzenie. Ryż zbierają mnisi do swych mis, a my odbieramy od nich resztę i ładujemy na specjalny wózek, który podąża za nami. Czasem można zaobserwować śmieszne scenki. Na przykład pan ochroniarz, który stoi ze szklanką coca-coli leje każdemu mnichowi po łyku, dary spuszczane na sznurach z okien, lub te składane z nieśmiałością przez dzieci albo na szybko kupowane gdzieś na straganach czy kelnerzy przerywający swą prace, aby pokłonić się świętym.

Ciekawa jest filozofia kryjąca się za tym codziennym rytuałem. Mnisi idący w „alms-round” nie są żebrakami. Spełniają jedno ze swoich przykazań, dając ofiarodawcom możliwość wykonania uczynku dobrego dla ich obciążenia karmicznego. Korzyść jest obustronna – mnisi mogą przeżyć i medytować, ofiarodawca pozbywa się samolubności, ego. Pewne dary mają szczególną wartość, jak choćby ofiarowanie dla mnichów szat, wachlarzy czy nowego iPhone’a. W końcu ważną zasadą jest, że mnich nie może korzystać z niczego, co nie zostało mu ofiarowane. Prowadzi to do sytuacji, jak konieczność „ofiarowania” mnichom stołu poprzez jego lekkie podniesienie i postawienie. Przed każdym posiłkiem.

Po wykonanej pracy wszyscy wskakują na ciężarówkę, w której zaczyna się wesołe oglądanie łupów. Mnisi, którzy podczas zbierania datków są bardzo dostojni i poważni, teraz zachowują się jak dzieci, do których przyszedł Mikołaj. Przebierają w zdobyczach, jedzą, śmieją się, żują betel, palą papierosy, grają na komórkach, czytają prasę. Oczywiście nie wszyscy. Są i tacy, którzy nie pozbywają się mistycznej, poważnej zadumy, bo towarzyszy im ona przez cały czas. Oni odnaleźli spokój w medytacji i żadne ziemskie sprawy nie zaprzątają ich głów.