Ciąg dalszy ponurej serii – Kalkuta

mobile-wyprawa-3

O brzasku Kalkuta może być nawet romantyczna. Biegną pierwsi bosonodzy rikszarze, ciągnąc jeszcze puste drewniane powozy. Jadą panowie na rowerach, a u kierownicy wiszą łebkami w dół, za nóżki powiązane, skrzeczące stada kurze. Płoną pierwsze śmieciowe ogniska. Taką Kalkutę podziwialiśmy, siedząc na jednym z krawężników tego miasta, które budziło się po nieprzespanej nocy. Bo w nocy to tu, to tam ulicami przemykały cienie ludzkie, psie, kocie i samochodowe również. Wierciły się ciała pod prześcieradłami. Ciała te należały do osób, którym za sypialnię służy kawałek miejskiego chodnika. Później ta sypialnia, o różnych porach, zamieniała się w pokój dzienny lub łazienkę, jeśli w pobliżu znajdowały się hydrant lub kałuża. Czasami sypialnia na cały dzień pozostawała sypialnią, spod płachty wystawały tylko brudne, pazurzaste stopy lub stópki i przechodzień zastanawiał się czy tam aby odpoczywa żywa jeszcze dusza.

Kiedy rozjaśniło się całkiem rikszarze ciągnęli już załadowane drewniane powozy, na których siedziały matrony krągłe, bidulki chude, panowie w garniturach i prostych wdziankach. A człowiek obarczony ich ciężarem zawsze biegł z zaciętą i skupioną miną. Nie dało się po niej odczytać, czy kocha swoich chlebodawców, czy nienawidzi za każdy zjedzony kęs śniadania. Podobno władze Kalkuty już od dawna chcą się pozbyć tego, według nich, niechlubnego symbolu miasta. Walczą z jego ponurym wizerunkiem ośrodka skrajnej nędzy, do którego przyczyniła się działalność Matki Teresy. A przecież nie mogła znaleźć miejsca gdzie jej miłosierdzie byłoby bardziej potrzebne. Miasto, którego patronką jest Bogini Kali – okrutna i silna, ale też odważna i sprawiedliwa – nie ma litości dla swych mieszkańców. Nie miało tez litości dla nas i wycisnęło wszystkie soki witalne. Z ulgą zapakowaliśmy się do samolotu AirAsia i dali ponieść aż na Borneo.

mobile-wyprawa-2

Category:

Blog

Tags:

, , ,