Hałasujące gruchoty

23.11.2014 o 4 rano ruszyliśmy autobusem do Puttaparthi. Autobusy w Indiach zasługują na poświęcenie im kilku słów. Jazda nimi nie należy do przyjemności, za to bywa pełna emocji. Nie od dziś wiadomo jak wygląda ruch uliczny w Indiach – każdy na drodze jest najważniejszy, każdy twierdzi, że inni powinni ustąpić właśnie jemu i każdy trąbi jak szalony. W tej dziedzinie prym wiodą właśnie autobusy, których kierowcy bywają narwani i zawsze się im spieszy.

W takiej starej, głośnej machnie, oprócz kierowcy rządzi też pan biletowy i porządkowy w jednym. To on pilnuje aby autobus zatrzymywał się, gdy ktoś chce wsiąść lub wysiąść. Zwykle kierowca i porządkowo-biletowy tworzą zgrany duet. Posiadają podobne temperamenty i działają jak pod wpływem pobudzających narkotyków. Kierowca rusza zanim ostatni pasażer zdąży wsiąść, bo jego partner za szybko daje mu znak (dzwoneczek lub uderzenie w blachę autobusu od zewnątrz). Jeśli ktoś ociąga się z opuszczaniem pojazdu jest wypychany przez porządkowego, który non-stop krzyczy i biega od kierowcy do pasażerów, wychyla się z autobusu i nawołuje klientów. Natomiast pan przy sterach jeździ jak szaleniec i nie ściąga dłoni z klaksonu. Do tego szaleństwa trzeba jeszcze dodać, że stan indyjskich dróg pozostawia wiele do życzenia, a ponadto co kilkaset metrów pojawiają się na nich progi zwalniające. Pasażerowie wewnątrz podskakują na siedzeniach jak piłeczki. Dla niektórych taka jazda kończy się wymiotami przez otwarte okno.

Myślę, że indyjski autobus mógłby posłużyć Rowling za pierwowzór „błędnego rycerza”. Kiedy wysiada się z takiej nagrzanej, zakurzonej puszki jest się troszeczkę rozdrażnionym, ale zadowolonym, że kilkugodzinne wariactwo dobiegło końca.

Honeyview_DSC_0729

Category:

Blog

Tags:

, , ,