Miasteczka z koszmaru: Birgunj i Raxaul

Błoto na ulicach Birgunj było wszędzie, wchodziło do sklepów i restauracji, wspinało się na samochody i riksze, pełzało po kulawych, schorowanych psach i odbijało się w myślach mieszkańców. Błotniste miasto przywitało nas deszczem i szybko pożegnało. Granice z Indiami niemal przebiegliśmy, uciekając przed tym strasznym miejscem, żeby i nas nie „zabłociło”.

Niestety trafiliśmy z deszczu pod rynnę. Indyjskie Raxaul wcale nie było lepsze. Zatrzymaliśmy się w hotelu, którego pokoje czuć było stęchlizną i wilgocią. Po nocy w takim pokoju śmierdzieliśmy jak mokre szczury. A o 6 rano w nasze sny wkradło się głośne stukanie. Najpierw przytłumione, zdawało się odległe, a później uderzyło w nas ze zdwojoną mocą. Pierwszy zareagował Zbyszek. Wyskoczył z łózka jak oparzony i zapytał: „Kto tam?”. „Otwierać, policja” – usłyszeliśmy w odpowiedzi. Nie pozostało nic innego jak posłuchać i otworzyć drzwi. Oczom Zbyszka ukazało się pięciu drabów w ubraniach w szarych i mętnych kolorach. Wyglądali jak typowi wąsaci jegomoście z indyjskiej ulicy i nic nie świadczyło o ich wysokich stanowiskach. Oznajmili, że chcą przeszukać nasz pokój. Zbyszek śmiało, z pewnością w głosie poprosił panów o wylegitymowanie się. Poprosił dwa razy, ale został zignorowany. Wreszcie skończyło się na długim spisywaniu naszych danych i oglądaniu naszych paszportów z każdej strony.

Kiedy okazało się, że nie jesteśmy szpiegami, terrorystami, ani nielegalnymi imigrantami, zostawili nas w spokoju. Po tej gwałtownej pobudce nie pozostało nam nic innego jak zebrać się czym prędzej i udać na stację kolejowa, skąd miał odjechać nasz pociąg do Kalkuty. Droga do dworca usłana była śmieciami, resztkami jedzenia, błotem i biedą, która zaglądała na nas z każdego zakątka. Najsmutniejszym widokiem było brudne, zanieczyszczone jezioro, przypominające raczej zengrubę, przy której mieszkańcy załatwiali swoje potrzeby. Nie szukali przy tym ustronnych miejsc, wystawiali swą intymność na widok publiczny. Było im wszystko jedno, przecież i tak mieszkają na ulicy i każdy może zaglądać w ich życie nie osłonięte ścianami, ani dachem.

Więc znowu uciekliśmy przed kolejnym beznadziejnym, zawrzodzonym miastem. Wskoczyliśmy do pociągu do Kalkuty, ale Birgunj i Raxaul wskoczyły razem z nami. Zagnieździły się w naszych wspomnieniach i pewnie już nigdy ich nie opuszczą.

20150103_164448

Category:

Blog

Tags:

, , , , ,