Na tropie dzikiej zwierzyny

Spotkaliśmy się w wiosce Sauraha, w hotelu, nad którym górował wielki plaster z pszczołami. Andrzej powitał nas słowami „Usinka schudła, Zbyszek schudnął, tylko Anna Purna” (pełna pożywienia). Coś musiał powiedzieć, zawsze ma dla mnie jakąś sarkastyczną sentencję :-) Ledwie dokonaliśmy grzecznościowych ceremoniałów powitalnych, a tu w powietrzu zaczął się bzyczący horror. Rój pszczeli rozpierzchnął się po całym hotelowym podwórku i atakował jak oszalały. Właściciel został pokąsany po twarzy, ja w rękę, Ula w pupę i udo, a u Kaśki we włosach jedna pszczoła szykowała sobie już gniazdo. Okazało się, że jakieś wielkie ptaszysko poczuło chętkę na miód i spłoszyło pszczoły. A wielkie, drapieżne ptaki: sępy, sokoły, orły, można spotkać w całym Nepalu – krążą nad wioskami i miastami, a przede wszystkim górami, rozpościerając swe majestatyczne skrzydła.

Właśnie to przyciągnęło nas do Saurahy – bogactwo zwierzyńca, który żyje w parku Chitwan. Spośród bogatej fauny parku można wymienić: tygrysa bengalskiego, nosorożca i słonia indyjskiego, lamparta, jelenia askis, gaura, delfina słodkowodnego, krokodyla błotnistego, gawiala gangesowego, rezusa czy orła. W parku można się przemieszczać na różne sposoby: na słoniu, na piechotę, łodzią kanu, można też przenocować w domku na drzewie.

Z początku chcieliśmy wybrać się do parku bez przewodnika, ale szybko nam to wyperswadowano. Po pierwsze byłoby to zbyt niebezpieczne, a po drugie nielegalne, gdyż chodzenie po parku samopas jest zabronione. Po zażartym targowaniu wynajęliśmy więc tropiciela i jego pomocnika. Zawartą umowę przypieczętowaliśmy szklaneczką Raksi (nepalskiego alkoholu domowej roboty, wytwarzanego z ryżu). Następnego dnia, z samego rana zapakowaliśmy do plecaków prowiant, czyli ryż z warzywami w woreczkach i ruszyli w odmęty dżungli. Najpierw przeprawiliśmy się na drugą stronę rzeki (pełnej krokodyli), później przewodnik pouczył nas jak mamy się zachowywać podczas tej przechadzki. Przede wszystkim zakazał głośnych rozmów, prosił o zakrycie jaskrawych elementów stroju i przybliżył zasady ucieczki przed nosorożcem. A mianowicie wcale nie trzeba się rozbierać do naga żeby go zdezorientować, jak twierdzą niektórzy. „Wystarczy” uciekać zygzakiem, a wtedy nosorożec nie nadąży za szybkimi zwrotami. Pierwsze godziny wędrowaliśmy we mgle, która szczelnie otulała dżunglę, nadając jej romantycznej tajemnicy. Lekka aura niepokoju spotęgowana była wiedzą, że naszej nepalskiej asyście za jedyną broń służą bambusowe kijaszki. Przedzierając się przez zielony świat, wypatrywaliśmy śladów jakiejkolwiek zwierzyny. I choć skradaliśmy się najciszej jak tylko potrafiliśmy, udało nam się wypatrzyć jedynie jelonki askis (które wyglądają jak bambi), dziką kurę, termity i czerwone robaki (którymi usłany był cały las).

Nasze morale jednak nie podupadły i wraz z wesołym tropicielem jeszcze gorliwiej szukaliśmy zwierzyny. No i udało się! Koło południa nasz przewodnik, z odległości około kilometra wypatrzył nosorożca śpiącego nad rzeką. Kiedy do niego podeszliśmy okazało się, że jest lekko ranny. Tropiciel stwierdził, że „rino” musiał pobić się z innym panem o jakąś wyjątkowo piękną panią. Myślę, że taka piękność wśród nosorożców to musiałby być unikat, gdyż te stworzenia to wyjątkowo „słodkie paskudy”. Później spotkaliśmy jeszcze dużo krokodyli i krokodylków, a także stada dzikich świń i jelonków. Wędrówkę po dżungli zakończyliśmy o zachodzie słońca. Czy było warto? Może i zwierza nie spotkaliśmy zbyt wyjątkowego, może nie było go zbyt wiele, ale samo szukanie i nauka czytania tropów były niezłą zabawą.

Natomiast wioska Sauraha bogata była w słonie, które wieczorami przychodziły wraz z właścicielami nad rzekę, aby zażyć kąpieli. Niektórzy pozwalali swoim zwierzakom popluskać się do woli bez „smyczy” i swojej obecności w wodzie. Wtedy ze słoni wychodziły psie natury i zaczynały świrować w wodzie, a na brzegu tarzały się i „łochliły” w piasku.

Z Kaśką i Andrzejem spędziliśmy dwa dni. Przekazali nam wiele cennych informacji dotyczących trekkingu, gdyż byli po miesięcznym pobycie w Himalajach. A my właśnie szykowaliśmy się do tej przygody. Później nasze drogi rozeszły się na rozstaju. Oni pojechali do Kathmandu, a my do Pokhary.

Category:

Blog

Tags:

, , , , ,