Sai ram

Obraliśmy sobie za cel Puttaparthi, ponieważ bardzo zależało na tym mamie Zbyszka. Dobrze, że tak jej zależało, bo gdyby nie ona to pewnie z własnej inicjatywy nie dotarlibyśmy do tego miejsca prędko, a może nawet nigdy.

Przybyliśmy do celu 23.11.2014, po południu. Całe miasteczko szykowało się do jakiejś uroczystości. Na placu, na terenie ashramu stało wielkie złote słońce (coś jak nasza hostia), a w jego środku tkwiła podobizna Sai Baby. Przez miasto przechodziła właśnie barwna procesja tańczących kobiet, bębniarzy oraz wiezionych na traktorach, przystrojonych platform z kolorowo ubranymi ludźmi. Ruszyliśmy za tłumem i dotarliśmy pod świątynię. Okazało się, ze trafiliśmy na rocznicę urodzin Sai Baby. Mimo, że nie żyje on już od 2011, to jego kult nadal trwa. Jest tutaj traktowany z czcią, jak nasi święci. Ludzie kłaniają się przed jego wizerunkiem i modlą. Wszyscy napotkani przez nas mieszkańcy i pielgrzymi, nieważne jakiego byli wyznania, wyrażali się o nim z miłością. Sai Baba pomógł mieszkańcom swej miejscowości, dzięki niemu żyją na wyższym poziomie, mogą się kształcić, leczą się w nowoczesnym szpitalu, który wygląda jak pałac. Puttaparthi dzięki niemu stało się czyste i przyjemne. Sai Baba był guru i nauczycielem dla wielu ludzi z całego świata. Za życia i po śmierci ściągał do siebie pielgrzymów oraz datki, które napływały z całego świata. Podobno potrafił materializować przedmioty (nieraz drogocenne) oraz proszek vibuti, który uzdrawiał, potrafił przemieniać się w kobietę. Uznawał równość wszystkich ludzi, stworzeń i religii. Głosił, że edukacja powinna polegać na wzrastaniu ducha, a dopiero później na zdobywaniu wiedzy. Wybudował kilka szkół w Indiach i za granicą oraz dwa szpitale, zapewnił prąd wielu wioskom w Indiach. Miał też garstkę przeciwników, którzy nie wierzyli w jego zdolności. Sam Sai Baba nigdy nie zgodził się na poddanie badaniu przez naukowców.

Zostaliśmy w ashramie na dwie noce. Nocleg w przestronnych i czystych pokojach kosztował nas jakieś 5 zł od osoby. Podobnie było z jedzeniem – smaczne i tanie. Nie byliśmy jedynymi białymi w ashramie. Można tu było spotkać ludzi z całego świata – poszukujących oświecenia, swej drogi, natchnienia, kontaktu z duchowością. Pewien Ukrainiec, który przyjeżdżał tu od dwudziestu lat zaprosił nas na wykład na temat mantry. Wieczorem w jego pokoju zebrała się garstka ludzi, przede wszystkim z Rosji. Miałam wrażenie, że oni wszyscy przyjechali tu, bo szukali jakiegoś sensu w życiu, szukali wybawienia w religii, do której nie przynależą kulturowo. Chłonęli każde słowo na temat hinduizmu jakby to miała być ich ostatnia deska ratunku. Były tam osoby w różnym wieku, od bardzo młodych po babcie i dziadki. Nie mam nic przeciwko mantrze, modlitwie, wgłębianiu się w filozofię innych kultur i religii, czerpaniu z nich tego, co najlepsze, ale nie uważam, że jest konieczne całkowite wchodzenie i przejmowanie zwyczajów. do których nie pasujemy i których nigdy w pełni nie zrozumiemy, bo najzwyczajniej w świecie urodziliśmy się i wzrośliśmy w zupełnie innej kulturze.

Podsumowując, przebywanie w ashramie było całkiem nowym i wyjątkowym doświadczeniem. Jeszcze mocniej niż zwykle dotarło do mnie jak bardzo my, ludzie, potrzebujemy tego opium, tej siły, nadziei jaką daje religia lub po prostu wiara.

 

Category:

Blog

Tags:

, , ,