W cieniu Pełnej Pożywienia, czyli Annapurny

Zanim wyruszyliśmy na trekking spędziliśmy w Pokharze kilka dni. „Dosprzęcilismy” się tutaj. Nepal słynie z wyrobu podróbek znanych górskich i turystycznych firm. Królują tu North Face, Mamut i Salewa. Azjatyckie wersje tych ciuchów i sprzętów są tanie, często mają ciekawe kolory i fasony. Natomiast z ich jakością bywa różnie. Jeśli ma się szczęście można zakupić naprawdę dobre produkty, ale jeśli ma się pecha, podklejenia szwów w goreteksowej kurtce rozpływają się na pierwszym deszczu.

Sercem Pokhary jest malownicze jezioro, w którym przy dobrej pogodzie odbijają się himalajskie szczyty. Na pierwszy plan wysuwa się tajemniczy Machapuchare (Rybi ogon) – święta góra Hinduistów, na której urzęduje sam bóg Śiwa. Rząd Nepalski oficjalnie zakazał wchodzenia na ten szczyt. Właściciel hotelu w Deuralii (na szlaku ABC) opowiedział nam, że stało się tak po nieudanej próbie zdobycia Machapuchare przez Anglików. Podobno tuż przed wierzchołkiem (50m)góra zatrzęsła się i nie pozwoliła się oswoić. Przestraszeni himalaiści postanowili uszanować świętość i dali za wygraną.

Machapuchare dzielnie pręży swą pierś, ale to Annapurna jest w tej okolicy królową, gdyż nosi imię jednego z wcieleń bogini Parwati. Naprawdę potężny masyw dzieli się na kilka szczytów, ale tylko ten najwyższy, numer 1, posiada ponad osiem tysięcy metrów (8091 m n. p. m. ). Nic więc dziwnego, że postanowiliśmy ruszyć na trekking, który zaprowadził nas do jej stóp. A stopy jej są potężne, majestatyczne i znajdują się na konkretnej wysokości, bo 4130 m n.p.m. Taka droga przeciętnemu turyście zajmuje od siedmiu do dziesięciu dni. My moglibyśmy się zaliczyć do tych szybszych, ale wybraliśmy dłuższą opcję drogi, na ABC posiedzieliśmy dwa dni i jeszcze na końcu zachciało mi się wykąpać w zimnym, górskim strumieniu. Ale po kolei.

Category:

Blog

Tags:

, , ,