Wioska piętnastu stóp / Działalność Thabarwa

Wyobraźcie sobie miejsce gdzieś na prowincji Birmy, zupełnie nieturystyczne, gdzie przyjeżdża cały świat, gdzie każdy może się schronić, wyleczyć i odpocząć. W Thabarwa każdy może zostać mnichem i mniszką, jeśli tylko poczuje, że to jego droga życia. Podczas pobytu tam poznaliśmy Amerykankę, Malajkę, Wietnamkę i Włoszkę, które zostały mniszkami. W gronie zgolonych obcokrajowych głów znalazł się także mężczyzna – Włoch i jeden Niemiec, który również chce do nich dołączyć. Mało niemiecki jest ten Niemiec, przyznając, że nie lubi europejskiego uporządkowania i znacznie bardziej odpowiada mu azjatycki pozorny chaos. A co z wizą? Jeśli ktoś ma ochotę na dłuższy pobyt w Thabarwa dzięki pomocy centrum może otrzymać trzymiesięczną wizę medytacyjną, którą można przedłużać w nieskończoność.

Z całego wyżej przedstawionego grona poznaliśmy niesamowitą historię Włoszki. Przybyła tutaj kilka lat temu, z zaawansowaną chorobą. Miała raka i bardzo złe wyniki. Lekarze nie dawali jej szans. Siaro poradził: „Zostań i medytuj”. Tak też zrobiła. Została na kilka miesięcy, medytowała i czuła się coraz lepiej. Gdy wróciła do swojego kraju okazało się, że jest wyleczona. Lekarze byli zdumieni jej wynikami. Wróciła więc do poprzedniego, zabieganego stylu życia. Radość nie trwała długo. Po jakimś czasie nastąpił nawrót choroby. Pojechała więc do Birmy i już tam została. Jest mniszką w centrum od kilku lat, wbrew lekarskiej diagnozie żyje i ma się dobrze.

Jak już wcześniej wspominaliśmy Thabarwa to nie tylko zacne towarzystwo kilkuset mnichów i mniszek. To także wielka instytucja, która skupia taką samą liczbę medytujących i wolontariuszy prowadzących domy dla zniedołężniałych starców, niepełnosprawnych oraz szpital, który obecnie przekształca się ze zwykłego szałasu w ogromny, konkretny gmach. Obok funkcjonuje też wioska „15 ft. Village” z ok. 10 tys. mieszkańców. Skąd jej nazwa? Siaro podarował ziemię, kwadrat o boku 15 stóp (ok. 4,5×4,5m) każdemu, kto jej potrzebuje i przejdzie tygodniowy staż medytacyjny. Można w niej trafić na najbardziej nietypowe indywidua.

Pewna przygarbiona, zawsze uśmiechnięta i roztańczona staruszka kiedyś gotowała dla polityków i artystów. Pracowała na wielkich, luksusowych statkach okrążających Ziemię. Teraz gotuje dla podobnych sobie staruszków. Jeszce inna wykształcona, płynnie mówiąca po angielsku pani miała stracić nogi i wzrok. Przez medycynę została spisana na straty. Nie mogąc prowadzić swojej firmy, straciła cały majątek. Mieszka w Thabarwa niemal od początku. Chodzi, widzi, medytuje i pomaga innym. I jeszcze jedna ciekawa postać – mężczyzna, były przestępca, należał do pewnej znanej na cały świat mafii, którą opuścił i zaszył się w ubogiej chatce, w objęciach uzdrawiającej jego duszę medytacji. Jest ich oczywiście znacznie więcej. Osób z ciężkim bagażem doświadczeń, ale aby opisać ich losy trzeba by było stworzyć książkę.

Wielu buddystów nie pochwala tego co robi założyciel Centrum. Wszak mnich nie powinien w ten sposób pomagać ludziom, nie powinien głowić się ich problemami, nie powinien mieszać się w te ziemskie brudy. Jednak „wódz” to robi. Nie miał wcześniej takiego zamiaru, chciał jedynie stworzyć miejsce dla medytujących. Nie potrafił jednak przejść obojętnie obok potrzebujących, zagubionych i chorych. Gdy zjawiali się u niego, otrzymywali pomoc i wsparcie duchowe. Dlatego grono jego wyznawców wzrasta. Ludzie ofiarują ziemię na kolejne centra i wioski. Trwa budowa szpitala i domu dla starszych, aby mogli mieszkać w lepszych warunkach. Takich miejsc jak Thabarwa, które ma dopiero 5 lat, jest już kilka na terenie Myanmaru, a powstaje jeszcze więcej. Gdy przyjedziemy tam następnym razem, na pewno zobaczymy sporo zmian.

Category:

Blog

Tags:

, , , , ,